W roku 1973, na krótko przed swą śmiercią, francuski prezydent Georges Pompidou przyznał się, iż otworzył bramy imigracji na prośbę wielu czołowych biznesmenów, takich jak Francis Bouygues, który skory był do skorzystania z posłusznej i taniej siły roboczej, pozbawionej świadomości klasowej oraz wszelkich tradycji rywalizacji społecznej. Ruch ten poczyniono w celu wywarcia oddolnego nacisku na zarobki francuskich robotników, zredukowania ich zapału do protestów, a w dodatku – osłabienia jedności w ruchu pracowniczym. Wielcy bossowie, jak mówił „zawsze chcą więcej.”
40 lat później nic nie uległo zmianie. W czasie, gdy żadna polityczna partia nie miałaby już czelności domagać się przyspieszenia tempa imigracji, jedynie wielcy przedsiębiorcy wydają się obstawać za tym procesem – zwyczajnie dlatego, że leży to w ich interesie. Jedyna różnica jest taka, że dotkniętych sektorów ekonomicznych mamy teraz znacznie więcej – wychodząc poza przemysłowy, hotelarski i żywnościowy – a włączając w to niegdyś „chronione” zawody, jak inżynierowie, czy informatycy....
Całość w Dzienniku Narodowo-Radykalnym Nacjonalista.plZdjęcie: Wikimedia Commons
